„Ludzie nie potrafią sami czegoś zrobić, więc mówią, że ty też nie możesz.”

10
Co z robić z życiem

Przyszła pora na post nietypowy, inny niż wszystkie, które dotąd pory publikowałam na moim blogu. To małe podsumowanie moich przemyśleń i odzwierciedlenie sytuacji, w której się znalazłam. Myślę, że ten tekst choć mocno subiektywny, trafi do wielu osób, które poświęcą mi swoje 5 minut z życia.

 

Gdyby tylko można było podróżować w czasie… Niestety w tej chwili pozostaje nam tylko mała wycieczka w naszej głowie do chwil i przemyśleń.

Pomyśl o swoim dzieciństwie. Przyszedłeś na świat o wybranej dla Ciebie porze. Jeśli miałeś szczęście to od początku byli z Tobą ludzie, którzy dali Ci życie, było ich dwoje. Twoi rodzice najprawdopodobniej idealnie wpasowali się w popularny wtedy schemat mieszkania „u rodziców” lub co bogatsi w malutkiej kawalerce na kredyt w starym bloku. Jeśli odpowiednio ciężko pracowali, albo mieli trochę szczęścia przed blokiem stał wtedy zaparkowany „maluch”. Najpiękniejsze w tym wszystkim było to, że nie była to bieda, a ludzie nie byli przez to traktowani gorzej. Od samego początku rodzice zapewniali nam wszystko co tylko mogli. Dbając o nas często sami odbierali sobie od ust. Naszym zadaniem było wtedy stanąć pierwszy raz na nogi i wykonać kilka kroków. Celem do osiągnięcia było trafianie do nocnika z każdą potrzebą. Jako dzieci żyliśmy w błogiej nieświadomości jak wygląda cały świat. Dom i rodzina to wszystko co znaliśmy i było to dobre.

Rośliśmy, ale naszym życiem dalej rządziła błoga nieświadomość obowiązków i ograniczeń.

Jeśli wszystko układało się zgodnie ze schematem, dalej miałeś przy sobie pełną rodzinę. Przed Tobą stało wielkie wyzwanie jakim była pierwsza wizyta w przedszkolu. Pewnie trochę bałeś się nowej sytuacji. Nagle w Twoim otoczeniu dzień w dzień pojawiali się różni rówieśnicy. Nie przy każdych czułeś się dobrze. Po kilku godzinach spędzonych nad nauką i zabawą oraz po przymusowej drzemce odbierała Cię babcia. Oglądając starsze, wystrojone koleżanki dziewczyny marzyły o  tym, aby zostać modelkami albo aktorkami. Chłopcy mijając starszych kolegów grających w nogę na boisku pod domem marzyli o tym, aby zostać piłkarzami. Patrząc jak budowlańcy odnawiali elewację bloku, zazdrościliśmy im ciekawej pracy na wysokościach, patrząc na kasjerkę w sklepie widzieliśmy świetną zabawę związaną z obsługą kasy, a jadąc tramwajem zawszę zaglądaliśmy do kabiny motorniczego z zazdrością – te wszystkich przyciski i możliwość sterowania tak wielkim pojazdem. Obserwując dorosłych wydawało nam się to świetne. Nie raz mówiłam rodzicom, że chcę zostać motorniczym. Przyglądając się tym wszystkim otaczającym nas ludziom, wymyślaliśmy kim zostaniemy w przyszłości.

Jako dzieci mieliśmy wyobraźnie, która sięgała chmur, a najcudowniejsze było to, że dorośli nigdy nie próbowali wybić nam z głowy żadnego z naszych pomysłów. Czy to nie było wspaniałe? Tak zwyczajnie marzyć? Nigdy nikt nas nie wyśmiał i nie powiedział nic złego. W tym klimacie funkcjonowaliśmy też przez 6 lat spędzonych w szkole podstawowej.

 

Całe to beztroskie życie trwało, aż do chwili gdy postawiliśmy pierwsze kroki w gimnazjum. Przyznaj się ile razy w gimnazjum usłyszałeś, że to co chciałeś zrobić było „pedalskie”? Albo ile razy koledzy próbowali wybić Ci karierę z głowy mówiąc, że kobiety nadają się tylko do garów. Poza tym jak z taką twarzą chcesz się pokazywać światu? To właśnie w gimnazjum po raz pierwszy usłyszałam, że czegoś nie mogę zrobić. To była chwila kiedy starałam się z tym nie zgadzać, ale to stało się jeszcze większym problemem. Jeśli chciało się należeć do grupy trzeba było przestać mówić głośno o swoich marzeniach. Powiedzcie szczerze, chcielibyście należeć do grupy wyrzutków, z których śmiano się na każdym kroku? Nikt nie chciał, aby jego rzeczy ginęły w dziwnych okolicznościach, a buty na WF lądowały w kiblu płci przeciwnej. Nie znam nastolatka, który z własnego wyboru chciał być tym „innym”. To właśnie były pierwsze chwile w moim życiu kiedy dostałam po dupie za swoje marzenia. Aby przetrwać gimnazjum trzeba było dostosować się do grupy. Nawet jeśli mocno kłóciło się to z naszymi przekonaniami po prostu staraliśmy się udawać, że wszystko jest ok.

„Kiedy byłem młody i dostałem piątkę z klasówki z historii, z czegokolwiek… miałem takie dobre przeczucie, kim mogę być. A nigdy się tym kimś nie stałem.” – W pogoni za szczęściem

Liceum było tylko kontynuacją gimnazjum. Trzeba było wpasować się w grupę i przetrwać. Tylko przez to, że próby dopasowania trwały już tak długo, wszystkie marzenia powoli pakowaliśmy do pudełek, które trafiały na strych. Lepiej było do nich nie zaglądać, aby nie wpakować się w bagno. Do tego dochodziły tylko komentarze, że jeśli nie będziemy się uczyć to skończymy sprzątając ulicę. O ile dla dziecka mogłoby się to wydawać świetną zabawą, to wyrobione przez nasze otoczenie opinie jasno wskazywały, że taki człowiek to „przegryw”. Kiedy czekaliśmy na wyniki matury przyszło prawdziwe życie. Pojawiły się oczekiwania względem tego co mamy robić. I tu przyznajcie się ile z Was usłyszało, że dobrze by było zostać prawnikiem albo lekarzem? Przez te całe lata prawdziwego życia zwyczajnie przestało się chcieć mieć marzenia.

To był ten moment kiedy ugięliśmy się pod naciskiem otoczenia i wybraliśmy się na studia na nudny kierunek. Nagle okazało się, że jeśli nie odpowiada Ci zapijanie się do nieprzytomności kilka razy w tygodniu znowu będziesz mieć problem. Nie prowadzisz życia studenckiego więc i studencka koleżeńska pomoc Ci się nie należy. Tu właśnie Ci, którzy ze studiami jednocześnie zaczęli prace mieli największego pecha. W końcu ciężko jest to połączyć. Niestety inni zrozumieli to dopiero kilka lat po Tobie. Z tą różnicą, że Ty miałeś już doświadczenie na koncie i zarabiałeś trochę więcej od innych. Wejście w codzienną rutynę spowodowało, że całkowicie przestałeś się zastanawiać nad tym co chcesz w życiu robić.

„A może szczęście to jest coś, do czego możemy tylko dążyć. I możemy właściwie nigdy go nie osiągnąć. Choćby nie wiem co.” – W pogoni za szczęściem

To właśnie ta rutyna powoduje, że zapominamy co to szczęście. Wstajemy codziennie rano do pracy, która nie sprawia nam przyjemności, ale zapewnia stałą pensję. Im dłużej to robisz tym bardziej to wszystko przestaje mieć sens. Zaczynasz się uginać i zgadzać na wszystko co przynosi Twoje otoczenie. Niestety to właśnie ludzie, z którymi przebywaliśmy przez całe nasze życie doprowadzili nas do momentu, w którym się znaleźliśmy.

 

To właśnie moment, w którym powinniśmy to przerwać i znowu sięgnąć po nasze dziecięce marzenia. Pamiętajcie, że im dłużej będziecie to odkładać tym ten wielki skok będzie trudniej wykonać. Jednak życie mamy tylko jedno więc czy, aby na pewno warto je w ten sposób zmarnować? Tylko my powinniśmy decydować o tym co i kto nas otacza. Tylko my powinniśmy sterować swoim życiem, tak abyśmy byli z niego w pełni zadowoleni. To czas, aby sprzeciwić się grupie i pójść pod prąd.

 

Do napisania tego tekstu zainspirował mnie film „W pogoni za szczęściem” i na jego zakończenie przytoczę jeszcze jeden cytat, który mam nadzieję stanie się podstawą do zmian w przepełnionych rutyną życiach.

 

„Jeśli masz marzenie, musisz je chronić. Ludzie nie potrafią sami czegoś zrobić, więc mówią, że ty też nie możesz. Jeśli czegoś chcesz, to zdobądź to. Kropka.” – W pogoni za szczęściem