Gdzie kończy się wolność słowa?

25
Gdzie się kończy wolność słowa

Od pewnego czasu nie mogę uwierzyć w jaką stronę cały ten świat zmierza.  Mam wrażenie, że niektórzy zupełnie zapomnieli o zwykłej przyzwoitości. Rozglądając się po Internecie, coraz częściej spotykam masę hejterów, którym zwyczajnie poprzewracało się w dupach. Z jakiegoś powodu wydaje im się, że mają prawo wszystko i wszystkich oceniać. Gdzie się kończy wolność słowa, a zaczyna zwykłe buractwo?

 

Oczywiście każdy decydując się na działalność w internecie musi liczyć się z tym, że wszystko co robi będzie podlegać ocenie. W końcu „Nie naraża się krytyce tylko ten, co nic nie robi”. Problem jest inny, ocenie podlegają nie te aspekty, które powinny. W dodatku często nie jest to konstruktywna krytyka, a zwykłe chamstwo. Jeśli ktoś staje po stronie osoby obrażanej zwracając lekko uwagę zazwyczaj usłyszy, że przecież mamy wolność słowa. Tylko od kiedy wolność słowa pozwala na obrażanie innych?

„Jesteś brzydka, gruba i masz małe cycki”

Hejterzy najbardziej uwielbiają oceniać wygląd danej osoby. Niezależnie od tego co robi i jaki ma być jej przekaz. Tą oto metodą osoba, która ma niesamowitą wiedzę na temat prowadzenia firmy, zostanie skrytykowana za fryzurę. Tylko czy pisząc bloga o prowadzeniu działalności prosiła o ocenę swojego wyglądu? Czy jeśli widzimy kobietę, która ćwiczy i dba o swoje ciało to naprawdę jedyne co przyjdzie nam na myśl to fakt, że ma małe piersi? Włożyła ogrom pracy w treningi i dietę po to żeby czuć się dobrze.

Czy wyobrażacie sobie sytuacje, że taki hejter podejdzie do kogoś w autobusie i powie mu, że jest za gruby? Większość tych ludzi zwyczajnie potrzebuje wylać swoje złości, a bezkarna czuje się tylko w Internecie.

„Wiem wszystko najlepiej”

Ten typowy hejter myśli, że wie wszystko, a jego zdanie jest najważniejsze. W dodatku zawsze dziwi się, że ktoś nie umie przyjąć krytyki i nie ma do siebie dystansu. Głośno było o lawinach komentarzy, że znana piosenkarka nie założyła czapki swojemu dziecku, a dziecko na pewno będzie chore. Nie ma tu znaczenia, że przecież nikt nie zna tego dziecka lepiej niż jego matka. Kolejny przykład to ostatnia afera dotycząca ubioru Jennifer Lawrence. Aktorka zdecydowała się na pozowanie do zdjęć w zimny dzień w samej sukience. I co z tego? To jej decyzja, to ona ewentualnie będzie chora, a wszystkim innym dookoła nic do tego.

Zanim zaczniemy oceniać innych zastanówmy się czy sami jesteśmy tacy święci. Czy przypadkiem nie mamy chorych oczekiwań względem innych osób, a na własne zachowania przymykamy oko.

 

Aktorki zawsze będą zbyt brzydkie, sportowcy za mało fit, a wszyscy  pozostali zbyt brzydcy. Tylko czy nie powinniśmy tych wszystkich ludzi oceniać tylko i wyłącznie w tej dziedzinie, w której powinni być dobrzy? Nawet jeśli blogerka modowa ma kilka kilogramów za dużo, to liczy się to czy zna się na modzie i potrafi dopasować dla siebie ubrania, a nie to jaką ma figurę. Sportowcy mają osiągać dobre wyniki w swojej dziedzinie sportu, a nie brać udział w konkursie na największy biust. Finansista ma się znać na przepisach i swojej pracy, a jego wygląd to tylko i wyłącznie jego sprawa.

Też trafiacie na takich ludzi? Co o tym myślicie?